::księga gości::

2011
listopad
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2010
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2009
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

39. Kiedy nie szczekasz.

Ostrzegam, że zamierzam być banalny.

Children albo dzieci. Dawno temu czytałem pewną książeczkę (to zaledwie książeczka, nie książka.). Tak, jej tytuł to "Mały książe". To ta książka z różą, oswajaniem i rzeczonym małym księciem, który kiedyś wydawał się tak idealnym, powiedzmy bytem. Przecież był ułożony od A do Z. Był tak przyjemny, że była to pierwsza książka, którą z czystym sercem poleciłem przeczytać mojej, o dziesięć lat młodszej, siostrze. A teraz ten idealny byt jest daleki od ideału. Teraz każda rysa na czystym szkle wydaje się okropnym pęknięciem. No bo weźmy rzeczywistość - ja wiem, że rzeczywistość, a literatura to nie to samo- ja wiem, ale weźmy sobie tak dla słodkiej rozkoszy deliberacji, tylko tego. Dzieci to najokropniejsza 'grupa społeczna'(nie mam pojęcia czy to dobre określenie). W końcu, rzeczony mały książe mówił prawdę, niezbyt dużo wiedział, dużo się starał uczyć. Dzieci też są takie -mówią prawdę, szczególnie swoim rówieśnikom, odtrącając ich na bok i jasno stwierdzają (w zależności od wieku)- albo nie lubię cię, albo wkurwiasz mnie, wypierdalaj (ta pierwsza opcja kończy się na, powiedzmy 7 latach). Dziecięcy ostracyzm społeczny jest dużo większy niż ten, w już dorosłym społeczeństwie. My jesteśmy w stanie zaakceptować ludzi innych, ludzi których nei lubimy, których nie darzymy szacunkiem - dzieci nie. Teraz pytanie, czy nie należałoby właśnie tak postępować - oprzeć swojego świata na 0,1 systemie, bez żadnych odcieni szarości, widząc tylko kolor biały i niekolor czarny (bo czarny kolorem nie jest). Świat wtedy byłby całkiem przyjemny, całkiem śmieszny i całkiem absurdalny - całkiem jak dziecięcy Świat. Wniosek dla mnie z tego taki, że trzeba kłamać. Dzieckiem bohater nie jest, więc nei zostaną mu wybaczone żadne prawdy objawione, żadne obrazy, żadna krytyka.

Lie, my hero, lie.



jaaaaaija 2011-11-23 00:14:34
skomentuj (5)
38. to raczej nie jest pokolenie odpowiedzi.

 'Nie pytaj dokąd i skąd idziemy'  

 Ostanio oglądając Solidarnych 2010 naszła mnie taka przyjemna myśl o nudzie (myśl może i przyjemna była). Każde nasze zachowanie, które <teoretycznie> nie mieści się w kanwach zachowania 'normalnego', wynika z prostej nudy. Nuda ogarnia nas w życiu politycznym, społecznym, gospodarczym (to wymieniamy jednym tchem), kulturalnym (to po dłuższym namyśle), uczuciowym etc, etc, etc. Zaczynamy stwierdzać, że trzeba coś zmienić. Możemy (mogliśmy?) spokojnie iść pod pałac prezydencki, albo pośmiać się z tych starych dziadków, albo pomodlić się za najlepeszego Lecha. Możemy równie dobrze zacząć inwestować na giełdzie i marzyć o willi z basenem i jaguarze type-e stojącym na podjeździe. Mozemy pójść na spotkanie twórców wikipedii, rozmawiać o złotych, srebrnych i brązowych artykułach, byleby z kimś być. Możemy wreszcie iść na imprezę poznawać panny/panów, uprawiać dziki seks w brudnym kiblu w jednej z miejscowych dyskotek. Byleby przetrwać i przezwyciężyć nudę. Możemy wreszcie uznać się za mesjaszy nowej sztuki, robić mniej lub bardziej udane zdjęcia (chociaż uważam, że fotografia nie jest sztuką i nigdy nie będzie), pisać miłosne wiersze, kiepskie powieści i jeszcze gorsze dramaty. Ale próbujemy zwalczyć nudę. To już podobno krok w dobrą stronę.

Jednak gdy wymyślam nową drogę wyjścia z tej pozornej 'nudy', coraz mocniej zaczynam się jej trzymać.

Okazuje się, że kołdra taka ciepła, że łóżko takie przyjemne, że Ty taka delikatna. Okazuje się, że więcej sensu odnajduję w leżeniu niż w staniu przed pałacem, krzyczeniu na giełdzie, tańczeniu w ciasnym pomieszczeniu czy pisaniu bzdurnych wierszy. Wydaje mi się, że czasem trzeba zejść i zobaczyć wszystko z tej perspektywy niższej, łóżkowej. Zastanowić się czy jest sens gonienia za tymi wiatrakami, czy nie lepiej wrzucić siebie w tę życiową nudę i pracować nad nią, być w niej i w niej żyć. Lepiej poprawiać nasz obraz, ruch, rytm i brzmienie, lepiej wiedziec dokąd i skąd idziemy, lepiej być pewnym tego, gdzie jesteśmy. A to przecież najważniejsze - móc powiedzieć ja jestem i Ty jesteś i być pewnym, że jest to prawda.   

Ja już dawno wybrałem naszą nudę, pierdolę ten pałac



jaaaaaija 2011-09-22 03:29:58
skomentuj (4)
37. tęsknota we mnie siedzi.

I to nie jak drucik mały, byle jaki. Raczej wielki kamień, zawieszon gdzieś między żołądkiem, a dolną częścią przełyku. Czasem, kiedy nie uważam przesuwa się ku górze, gryząc najpeirw początek języka, podjęzykowe ślinianki i wreszcie na końcu stuka o zęby wygryzając w pamięci coraz mocniej trąbkę otwierającą  piątą symfonię Mahlera.

Znów wyjechałaś, zostawiając mi wgniecioną poduszkę, delikatny smak twoich piersi na koszulce i ten wielki kamień.

Ja jestem tu,

Ty jesteś tam. 

Najdziwniejsze jest to, że ani tu, ani tam nie jest łatwe do zdefiniowania. Wydawałoby się to tak prozaincze. Określenie mniej lub bardziej dokładnych współrzędnych geograficznych -     54° 49′ 59″ N 18° 13′ 01″ E, podanie wysokości - 0 m. n. p. m. , określenie wilgotności powietrza - ok. 90%, temperatury w nocy - 20 st. Celcujsza, wymiarów domu, w którym jesteś - ok. 25 m2, a trawnik przed ma kształt prostokąta, plaża jest pusta, jest na niej tylko wiatr. Ale zaczynają się problemy. Bo przecież te stopnie to już czy dopiero jutro. A wilgotnośc jest stała czy się zmienia. Trawnik jest przystrzyżony czy raczej trawa już prawie dosięga boga. Tutaj się gubię. W swoich domysłach, w zlepkach informacji przekazanych przez telefon. Nie potrafię sobie wyobrazić narzuty na której siedzisz, talerzy które grzecznie usługują Ci przy obiedzie i miękkości piasku po którym chodzisz wieczorem. Kamień się podnosi. Mahler zaczyna grać coraz głośniej. A Ty pewnie rzucasz kolejny patyk swojemu psu i głaskasz go tak, jak głaskasz tylko mnie. Bo w gruncie rzeczy, mamy ze sobą (ja z psem) wiele wspólnego.



jaaaaaija 2011-09-05 01:45:21
skomentuj (0)
36. black male, 36. Have You seen my glasses ?
No i tak. To dosyć ładny kraj. Urzekają w szczególności zielone pagórki, z których jest świetna widoczność, szczególnie w nocy, na panoramę Manchesteru i miast, które znajdują się w najbliższej okolicy. To kraj w którym większość budynków powstała przed rokiem 1939, dużo z nich jest niezniszczonych, to tworzy przyjemną atmosferę klasycyzmu. Niestety klasycyzm ten pomieszany jest całkowicie z głupotą bijącą od tych bardzo przyjemnych i bardzo miłych mieszkańców, którzy z powodzeniem (i odjęciem ich techniki) mogliby być bohaterami książek(a może księżek) Joyca. No, ale akcent mają piękny, to trzeba przyznać. Nie ten robotniczy, ten lepszy, przyjemniejszy i wyższy, i droższy- niestety. Wracając do klasycyzmu. Trzeba przyznać, że mają rozmach skurwysyny, Tameside Town hall zdobią dwie armaty, niestety nie są naturalej wielkości, przyjemnie wykończone pokazują, że Anglia dba o szczegóły, to fałsz. Anglia nie dba o szczegóły, o czystość, która jest zaniedbywana każdego dnia, o pieniądze, których jest pod dostatkiem i o swoją własną ekonomię - która spoczywa na barkach tych najwyżej -  'Patrząc na Anglika nie możesz sobie tego wyobrazić, że taki kraj może opierać się na takich debilach'. Ale w gruncie rzeczy, powietrze jest tu dużo przyjemniejsze, atmosfera wydaje się bardzo przyjemna i grzeczna, i miła - uśmiech nie jest zbrodnią, dzień dobry jest zwyczajem, a Twój stan wydaje się być(podkr.) zmartwieniem.

Just Fuck it.


jaaaaaija 2011-07-02 02:53:03
skomentuj (1)
35. how to be a good (skreśl) better person.
Skrajny egoizm już dawno przesiąkł cały Świat i wszystkich ludzi, co do jednego, nawet tych nie potrafiących zrozumieć czym egoizm jest, jak i tych, którzy stwierdzili, że dawno już go zwalczyli. Egoizm jest potrzebny, jest bardzo potrzebny i powinien być ceniony i docenianiy. ALE. Społeczeństwo, które antagonizuje się w tak duży sposób i które przez ten egoizm rozbija się na drobne cząstki, niemające ze sobą zbyt dużo wspólnego. A nawet jeżeli 'coś' wspólnego ze sobą te cząstki mają, to przecież ich ruch jest nieprzewidywalny i bądź się ze sobą zderzą, bądź będą cały czas daleko od siebie. O ile trzeba by honorować egoizm, który nakazuje człowiekowi ambitne dążenie do wyznaczonego celu, który nakazuje chwytać wszystko co potrzebne i konieczne i walczyć, o tyle egoizm nakazujący kopać w dupę wszystkich nie zasługuje na pochwałę. Złym objawem jest to, że teraz ciężko znaleźć tę pozytywną wersję egoizmu, tylko tę pozytywną, bo ta negatywna występuje dosyć często, najczęściej jednak nie połączona nawet z tą pozytywną. Co do tego doprowadziło? Moje podejrzenie kieruje się ku wiecznemu Freudowi i jego dżumowatej psychoanalizie ('przecież przywozimy im dżumę'). Wskazuje się jeszcze na Lacana i Derridę z jego dekonstrukcjonizmem. Chociaż wydaje mi się, że wpływ tych drugich ogranicza się do środowisk inteligencji wyższej (jeżeli mogę użyć takiego określenia), natomiast Freud przeniknął społeczeństwo. Rozwój jednostki kosztem i w oderwaniu od społeczeństwa. Rozwój jednostki bez życia społecznego. Bo przecież dziś chodzi o to by - 'poznać siebie'. By wiedzieć kim się jest. Uważa się, że nie stwarzają nas ludzie, że stwarzamy się sami. Stąd egoizm, który pcha nas w nas - mnie w mnie- ja w ja. Więc jestem ja i ja, i ja. To złe, to bardzo złe. Rozbite społeczeństwo to słabe społeczeństwo, pozbiawione relacji spontanicznych. Zresztą, powiedzcie sami, czy ktoś z was zaczepił ostatnio kogoś nieznajomego?  

jaaaaaija 2011-06-01 00:18:16
skomentuj (2)
34.Setkę, raz.

Należy postawić sprawę jasno - czas płynie nieubłaganie. Niezależnie od naszych prób zatrzymania ciągłości dziejowej- 'to niemożliwe, on nie mógł już umrzeć' ,' dlaczego to właśnie ona zachorowała' - bzdury. Bzdury i bzdury. Różnica pomiędzy determinizmem, a przyjęciem za swoje credo - moja wola kształtuje Świat- zasadza się własnie w tych słowach. Bo skoro, ktoś po swoim 'niemożliwe' tak czy tak mówi - tak być musiało, to gdzie tu sens, drodzy Państwo? Czasem wydaje mi się, że ludzie próbują swoim słowom nadać jakąś magiczną siłę, która sprawi, że czas się cofnie/zatrzyma, że to co jest - nie będzie. Bzdury i to złudne bzdury. Ale jakże kuszące. Bohater zapytał dziś sam siebie - czy chciałby cofnąć czas. O ile to pytanie jest w stanie sobie zadać, bo przecież: 'czy żałujesz czegoś w swoim życiu' czy 'co chciałbyś zmienić w swojej przeszłości'  trącą banałem jeszcze bardziej. Odpowiedź wydała się bardzo przyjemna i bardzo optymistyczna (mimo tego, że bohater sieje defetyzmem na prawo i lewo). Bohater więc stwierdził, że widzi kilka sytuacji, w których mógłby lepiej, mocniej, szybciej. Zdecydować się na przykład - na swoje jestestwo i wierzyć w swoje być bardziej. Mógłby trochę pewniej trzymać sztylet i nie zemdleć w tych pięknych komnatach. Mógłby wreszcie dokończyć swoje zdanie, wykrzyczeć złość. Mógłby matkę i ojca bardziej, a nie żeby oni w kubłach - na starość, złą starość. Może i mógłby, pewnie byłby teraz żyjącym przywódcą Świata, z kochającą rodziną u boku. A tak jest bohaterem i cieszy się, że jest mu tak cudownie. 



jaaaaaija 2011-05-23 01:24:47
skomentuj (1)
one for passing stranger.

podobno blog zniesie wszystko, Nawet bzdury. Kompletne bzdury. Prawie takie jak Czesław próbował, bo mu się nie udało, nam przekazać w swoim traktacie filozoficznym czy tam literackim, czy metafizycznym, czy moralnym. Nie pamiętam. Zresztą to nieważne. Rykarda Parasol - tak fantastyczne nazwisko i fantastyczne imie. Śpiewa właśnie swoją drinkign song. A ja wypełniam co najmniej pierwszą część z jej wszechmocnego tytułu. I'm drunk. Boże więc wybacz błędy, które popełniliśmy pijąc i miej nas w opiece, kiedy będizemy się śmiać i śpiewać 'oo hooo oooo hhooo'.  A dalej,w dół, jak nieubłagane skrzydło jesiennej Persefony - One for sorrow, and One for joy. I chociaz joy jak na lekarstwo. chociaż joy byłoby witane niżej. Chcociaż joy byłoby. Nie ma. I to co pozostało, zdecydowanie jest sorrow. Więc

ONE FOR SORROW. 



jaaaaaija 2011-04-03 01:19:31
skomentuj (2)
w Świat
warto, bardzo warto.
kolega z którym piję wódkę
kobieta o życiu
qb
FR33